List do siebie sprzed kryzysu

Piszę do ciebie z miejsca, o którym nie wiesz

Siedzisz teraz gdzieś i nie masz pojęcia.

Może w kuchni, przy drugiej kawie. Może w samochodzie, w korku, poirytowany czymś, co za rok nie będzie miało żadnego znaczenia.

Masz plany. Masz człowieka obok. Masz to spokojne, niezauważalne przekonanie, że wszystko jest mniej więcej ustawione i że będzie się toczyło dalej mniej więcej tak samo.

Nie wiesz, że masz przed sobą kilka miesięcy, po których nie będziesz już tym samym człowiekiem.

Piszę do ciebie z drugiej strony. Wiem, że tego nie przeczytasz — nie tak to działa. Ale muszę ci kilka rzeczy powiedzieć, choćby dlatego, że wtedy nie powiedział mi ich nikt.


Nie ostrzegę cię

Mógłbym zacząć od tego, kiedy i jak. Podać datę. Powiedzieć, na co uważać, którą rozmowę przeprowadzić inaczej, którego wieczoru nie odpuszczać.

Nie zrobię tego.

Nie dlatego, że tak trzeba, ani z żadnej mądrości o losie. Po prostu wiem coś, czego ty jeszcze nie wiesz: to i tak by się stało. Może inaczej, może później, może z innego powodu.

A poza tym — i to jest trudniejsze do napisania — nie jestem pewien, czy chciałbym tego uniknąć.

Do tego zdania dojdziesz sam. Zajmie ci to dużo czasu i przez większość drogi będziesz uważał, że to bzdura.


Będziesz się wstydził rzeczy, których nie trzeba

Będziesz płakał w samochodzie pod blokiem i uważał to za upokorzenie.

Będziesz pisał wiadomości o trzeciej w nocy, kasował je i pisał od nowa.

Będziesz sprawdzał jej profil częściej, niż jesteś w stanie sobie teraz wyobrazić, i za każdym razem obiecywał, że to ostatni.

Będziesz w pracy mówił „w porządku” do ludzi, którzy pytali szczerze.

Nic z tego nie jest tym, za co się będziesz miał. To nie jest brak charakteru ani żadna kompromitacja. To po prostu tak wygląda, kiedy człowiek traci człowieka.

Nikt ci tego wtedy nie powie. Więc mówię ja, z rocznym opóźnieniem: byłeś w porządku. Cały ten czas byłeś w porządku.


Nie wszystko przetrwa i to jest część rzeczy

Kilka rzeczy, które teraz uważasz za stałe, nie przejdzie przez tamten rok.

Dwoje ludzi, których nazywasz przyjaciółmi, po prostu przestanie się odzywać. Nie z podłości — z bezradności. Zabraknie im scenariusza i będzie im łatwiej zniknąć.

Za to odezwie się ktoś, po kim byś się tego nie spodziewał. Nie powie nic mądrego. Przyjedzie i posiedzi.

Ten człowiek zostanie z tobą na lata.

Nauczysz się przy okazji rzeczy, która przyda ci się do końca życia: bliskość to nie jest to, co ludzie mówią. To jest to, kto się pojawia.


Ciało powie ci prawdę przed głową

Zanim cokolwiek zrozumiesz, wiedzieć będzie ciało.

Będziesz budził się o czwartej, dokładnie o czwartej, przez wiele tygodni. Schudniesz, chociaż nie będziesz o tym decydował. Ścisk w żołądku będzie przychodził w pierwszej sekundzie po przebudzeniu, zanim zdążysz sobie przypomnieć dlaczego.

Będziesz uważał, że to trzeba przeczekać, zignorować, zagłuszyć.

Nie da się. Wiem, bo próbowałem wszystkich sposobów, które przyjdą ci do głowy — i zajęło mi to o wiele więcej czasu, niż powinno.

Ciało nie negocjuje. Ciało czeka, aż zrobisz z tym, co swoje.


Praca nie jest wyjściem, ale nie miej sobie za złe

Schowasz się w robocie i to będzie działać. Dostaniesz nawet za to pochwały.

Nie miej do siebie pretensji. To był rozsądny ruch w momencie, w którym nie miałeś lepszego.

Ale wiedz, że to znieczulenie ma swój czas działania, i że przyjdzie taki wieczór, w którym zaparkujesz pod domem i nie wysiądziesz przez dwadzieścia minut.

Wtedy to się zacznie naprawdę. Nie wcześniej.


Zaczniesz wracać i nawet tego nie zauważysz

Spodziewasz się przełomu. Poranka, w którym będziesz wiedział.

Nie będzie takiego poranka.

Będzie inaczej: pójdziesz na przystanek i zauważysz kolor drzewa. Zjesz coś i poczujesz smak. Zaśmiejesz się z czegoś głupiego, zanim zdążysz sobie przypomnieć, że jest ci źle.

Przejdziesz obok tych momentów, nie rozpoznając ich. Dopiero po miesiącach zorientujesz się, że to właśnie one były powrotem.

Nic tu nie ma z fanfar. Wszystko jest ciche i drobne. Cała reszta to wymysł filmów.


Czego ci najbardziej brakowało

Nie jej. To znaczy — tak, ale nie tylko.

Najbardziej będzie ci brakowało kogoś, kto by ci powiedział, że to normalne.

Że tak ma być. Że tak wygląda człowiek w tym miejscu. Że nie jesteś jedyny, nie jesteś najgorszy i nie jesteś przypadkiem beznadziejnym.

Nie znajdziesz tego wtedy nigdzie. Będziesz szukał po nocach w internecie i trafiał na teksty pisane przez ludzi, którzy tam nigdy nie byli.

Dlatego kiedyś, po wszystkim, zaczniesz pisać takie rzeczy sam.

To będzie jedyna dobra rzecz, która powstanie bezpośrednio z tamtego roku. I okaże się, że warta była zachodu.


Nie mogę cię ochronić, ale mogę ci coś zostawić

Zostawiam ci trzy zdania. Na później, kiedy przyjdzie ten wieczór, po którym poznasz, że to już.

Pierwsze: to nie jest twoja wina w takim stopniu, w jakim będziesz to sobie liczył.

Drugie: nie musisz dziś wierzyć, że będzie lepiej. Masz tylko przejść przez dzisiaj.

Trzecie: nie zostaniesz sam na zawsze, chociaż przez wiele miesięcy będzie to brzmiało jak fakt.

Nie uwierzysz w żadne z nich, kiedy będą ci potrzebne. To normalne.

Zapamiętasz je i uwierzysz później, kiedy już nie będą.


Na koniec

Nie żałuję tamtego roku.

Nie dlatego, że wszystko dzieje się po coś — nie dzieje się. Nie ma w tym żadnego planu, żadnej lekcji rozpisanej z góry i nikt tego dla ciebie nie ułożył.

Ale ten człowiek, którym jestem teraz, powstał tam. Nie dostał tego w prezencie. Wyszedł stamtąd pieszo, po kawałku, przez czternaście miesięcy.

Jest cichszy od ciebie. Mniej rzeczy go rusza. Bardziej uważa na to, komu mówi prawdę.

I zauważa rzeczy, których ty w tej chwili nie widzisz, bo dla ciebie są tylko tłem.

Ciepły wieczór. Spokojną sobotę. Telefon od kogoś, kto po prostu chciał pogadać.

Dojedziesz. Nie wiem jak, nie wiem którędy — ale dojedziesz.

Podpisano: ty, za czternaście miesięcy.


Dla tych, którzy są dziś w połowie tego listu i nie wiedzą, że druga połowa istnieje.


Jeśli jesteś teraz w tym miejscu — na kanale PODNIESIONY na YouTube publikuję krótkie materiały o tym samym. Kilka minut, spokojnym głosem. Czasem lepiej się słucha, niż czyta.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *